Gdy jednak dno przepaści zbliża się coraz bardziej, moje serce przeszywa olbrzymi żal. Nie chcę umierać. Nie po raz kolejny. Kiedy śmierć jest blisko, zaczyna się dziać coś przedziwnego. Całe życie przelatuje mi przed oczami. I nie tylko to życie, również poprzednie. Uderzają we mnie wszystkie naraz i z ogromną siłą. Kiedy ziemia wychodzi mi na spotkanie, przeżywam ponownie każde z nich.
Generalnie lubię czytać spasłe tomiszcza, jednak do przeczytania Ostatniego Smoka Wschodu zachęciła mnie moja miłość do kultur dalekiego wschodu. Książkę czyta się bardzo szybko, fabuła zamyka się w zaledwie 340 stronach, więc akcja cały czas dynamicznie idzie do przodu. Fajnie pomyślany świat, mocno inspirowany filozofią dalekiego wschodu, wspomnianych parę istot z tej kultury, takich jak kitsune czy smoki. Niezwykły pomysł czerwonych nici przeznaczenia, łączących między sobą dusze. Co do samej fabuły, to nie jest to romantasy do którego jestem przyzwyczajona. Powiedziałabym, że raczej luźno związane z tym gatunkiem. Nie znalazłam w tej książce właściwie niczego ‘spicy’. Opisy erotyczne są bardzo elegancko i subtelnie przekazane, moim zdaniem pięknie i nienachalnie. Niemalże czuć wibrujące uczucie pomiędzy Sai i Jyn. Nie wiem dlaczego oczekiwałam, że jeśli książka oscyluje wokół dalekowschodniej kultury, to sceny łóżkowe będą wyjątkowo orientalne, jak jakaś chińska kamasutra. Nic takiego nie ma tutaj miejsca, powiem że tą książkę można spokojnie dać 16 latkowi.
Sama książka to baśń, zamknięta w jednym tomie. I jest piękną opowieścią o nieśmiertelnej miłości, której nie pokona ani czas ani śmierć. Że nasze przeznaczenie zawsze gdzieś na nas czeka, jeśli nie w tym życiu to w następnym. Mamy złego cesarza, piękną nieznajomą i bohatera który musi mierzyć się ze złem. Typowy układ ballady śpiewanej przez bardów przy ogniskach.
Fabuła prowadzona jest punktu widzenia głównego bohatera, Sai, prowadzącego herbaciarnię i próbującego związać koniec z końcem. Bohaterowi któremu naprawdę bardzo daleko do typowego shadow daddy, żeby nie powiedzieć że nie ma z tym nic wspólnego. Jest to poczciwy 25-letni chłopak, nieco nieporadny, z poczuciem humoru i wielkim sercem. Naprawdę nieraz roześmiałam się w głos po dialogach głównych bohaterów. Ku swojemu zdziwieniu, nie raz również naprawdę się wzruszyłam. Książka jest fajną odskocznią od typowych mrocznych romantasy do których jestem przyzwyczajona.
Nie znajdzie się w tej książce długich poszukiwań przeznaczenia, żadnego enemies-to-lovers, czy innych slow burn. Zarówno uniwersum, jak i system magiczny są bardzo ciekawie przedstawione, jednak autorka nie poświęca im bardzo dużo czasu, jako że książka nie jest obszerna. Największym pozytywem Ostatniego Smoka Wschodu są przekonujące i autentyczne postacie. To taka przyjemna opowieść o odwiecznej tęsknocie za swoją drugą połówką, której większość z nas nigdy nie odnajdzie. Jestem pewna że jeśli pani Kwan wyda kolejną powieść, to ją kupię.
👎 Co mi się nie podobało:
👍 Co mi się podobało:
Dla książkar chcących oderwać się od tradycyjnego romantasy, poczytać coś lekkiego, baśniowego z autentycznymi bohaterami, książkę o strukturze dalekowschodniej bajki, gdzie zło jest złem a dobro dobrem. Prosta i satysfakcjonująca podróż i bardzo podnosząca na duchu.
Spicy: 🌶️
⭐ Moja ocena: 8/10
Nasza strona używa plików cookie. Zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności i Regulaminem Strony.